2018-01-19

Rozmowa z Robertem Waszkowskim - Założycielem i Prezesem firmy Tecna

Robert Waszkowski – założyciel, właściciel i Prezes Zarządu firmy. Opowiada co go skłoniło do założenia własnej firmy, jakie wyzwania stały na drodze i jakie są plany na przyszłość. Zachęcamy do przeczytania rozmowy. 
 
Firma Tecna istnieje na rynku już ponad 11 lat – w tym czasie osiągnęła stabilizację oraz zdobyła grono klientów. W jakim kierunku zamierzacie dalej się rozwijać?
 
Rozwijamy się w kierunku kompleksowej oferty dla naszych klientów. Nie ograniczamy się już jedynie do bycia firmą typu „software house”. Oferujemy usługi projektowania i budowy aplikacji na zamówienie, ale w znacznej mierze koncentrujemy się na naszych platformach zarządzania procesami biznesowymi i dokumentami: Aurea, Archer i Seelvia.
Przesuwamy też ciężar oferowanych przez nas usług od modelowania procesów biznesowych klienta i wdrażania ich automatyzacji coraz bardziej w kierunku oferowania rozwiązań gotowych, z zachowaniem praktycznie nieograniczonych możliwości ich dostosowania i parametryzacji. Wynika to z dwóch aspektów. Po pierwsze, nasze rozwiązania budujemy w oparciu o opracowane przez nas platformy integrujące dane, dokumenty i procesy biznesowe naszych klientów. Podstawową cechą tych platform jest działanie jako środowisko uruchomieniowe dla modelowanych funkcjonalności i danych. Oznacza to, że opracowane modele są bezpośrednio uruchamiane przez silnik zarządzający aplikacją. Trudno sobie wyobrazić większe możliwości dostosowywania aplikacji bez konieczności kodowania. Po drugie, kilkanaście lat doświadczenia i praca dla ponad stu klientów spowodowała, że dysponujemy bardzo dużym portfolio wszelkich rozwiązań i modułów integracji z różnymi systemami napotykanymi w firmach, w których wdrażaliśmy nasze rozwiązania.
Stąd też coraz częściej automatyzowanie procesów biznesowych to w naszym przypadku dostosowywanie gotowych już rozwiązań do wymogów funkcjonalnych i integracyjnych w środowisku klienta.
W związku z tym zdecydowaliśmy się na poważną rozbudowę naszego data center. Coraz częściej oferujemy nasze oprogramowanie w modelu „Software as a Service”. Klient otrzymuje dostęp do jego własnej aplikacji bez konieczności ponoszenia kosztów zakupu urządzeń i licencji, mając jednocześnie zapewniony stały serwis sprzętu i oprogramowania, bezpieczeństwo i niezawodność. Na takie rozwiązanie decyduje się coraz więcej naszych klientów i to jest jeden z kierunków naszego rozwoju.
W najbliższej przyszłości zamierzamy również wprowadzić do oferty outsourcing procesów biznesowych naszych klientów, wykonując jako podmiot zewnętrzny, zlecane nam zadania ponosząc jednocześnie odpowiedzialność za ich jakość i efektywność. Nasze systemy będą nam zapewniać przewagę konkurencyjną w tym zakresie.
W dalszym ciągu będziemy również rozwijać sieć partnerską oraz współpracę z niezależnymi konsultantami oferującymi analizę i automatyzację procesów biznesowych oraz wsparcie zarządzania dokumentami.
 
Jaka jest geneza pomysłu założenia własnej firmy? Dlaczego akurat zarządzanie procesami biznesowymi?
 
Trzeba robić to, na czym się zna najlepiej. Chcemy być firmą o ściśle określonych kompetencjach i chcemy być najlepsi w tym obszarze. Stąd wybór padł na zarządzanie procesami biznesowymi oraz zarządzanie wytwarzaniem, obiegiem i archiwizacją dokumentów papierowych i elektronicznych.
Nie chcemy być kolejnym integratorem.
Jako nieliczni możemy pochwalić się własnym, zaprojektowanym i napisanym od zera, systemem informatycznym. Nie jest to takie oczywiste w polskich realiach, że firmy inwestują w innowacyjność. Niestety.
Ponad dwudziestoletnie doświadczenie na rynku informatycznym oraz szczęście uczestniczenia i kierowania dużymi projektami informatycznymi w Polsce i zagranicą dało mi możliwość przyglądania się, jak powstają nowe biznesy, nowe firmy, rodzą się pomysły na ich modele biznesowe oraz kształtuje się kultura organizacji. W konsekwencji zrozumiałem, że zarządzanie procesowe jest najbardziej odpowiednie dla większości organizacji. To właśnie procesy biznesowe pozwalają połączyć reguły postępowania, procedury i najlepsze praktyki z przetwarzanymi danymi i dokumentami oraz z rolami odpowiedzialnymi za realizację zadań.
Jednak suchy, analityczny opis procesów biznesowych to za mało, żeby czerpać wystarczające korzyści z ich stosowania. Bardzo szybko zrozumiałem, że wartość dodaną uzyskuje się dopiero dzięki ścisłemu powiązaniu modeli z działającymi aplikacjami. Pozostało już tylko znaleźć sposób na zamianę modeli analitycznych w działającą, funkcjonalną aplikację. Miałem okazję przetestować wiele różnych podejść do tego zagadnienia. Sam opracowałem co najmniej trzy odmienne podejścia do rozwiązania tego zagadnienia. Wreszcie zadowalający efekt uzyskałem łącząc automatyzację zadań z koncepcją globalnych parametrów procesu oraz rejestrami danych. Badania potwierdziły, że tym sposobem da się opisać praktycznie każdy proces biznesowy i sprawnie zamienić go w działającą aplikację. Tak powstał system Aurea BPM.
 
Wyzwanie, które spędziło Wam sen z powiek. Było takie?
 
Zawsze początki są najtrudniejsze. Zdarzało się, że chcąc zaprezentować jakąś funkcjonalność nowemu klientowi „na jutro” mieliśmy okazję zobaczyć zachód i wschód słońca nie wychodząc z biura :)
Początek działalności firmy wymagał od nas dużej odwagi. Wiedzieliśmy, że jesteśmy mocni merytorycznie, wiedzieliśmy co możemy klientowi obiecać i wiedzieliśmy, że dotrzymamy tej obietnicy. Wymagało to jednak bardzo dużo pracy. Sen nie był przeznaczony dla nas w tamtym czasie. Ale było warto.
 
Od wielu lat jesteś związany z Wydziałem Cybernetyki WAT. Co daje Ci większą satysfakcję – praca na uczelni czy zarządzanie firmą?
 
Oba te aspekty mojego życia są tak samo ważne.
Nie byłoby firmy, produktów, klientów bez mojej pracy na uczelni. Bez realnej pracy i znajomości rynku nie mógłbym natomiast przekazywać swoim studentom wiedzy i doświadczenia.
Z systemów informatycznych, które miałem okazję budować i wdrażać korzysta kilkadziesiąt tysięcy osób. Obsługują oni kolejne kilkadziesiąt milionów ludzi. To jest realny, namacalny owoc mojego informatycznego życia, … który nota bene bardzo cieszy i daje ogromną satysfakcję.
Z drugiej strony jestem autorem ponad 50 prac naukowych. Wygłaszałem swoje referaty na kilkudziesięciu konferencjach w wielu krajach i na kilku kontynentach. Jestem zatem naukowcem. Moją wiedzę i doświadczenie wykorzystuję w pracy nad rozwojem oferowanych przez nas systemów. To dzięki temu są one tak innowacyjne.
 
W firmie wszyscy mówią do siebie po imieniu, jest to trend na który decyduje się coraz więcej firm. Wiem jednak, że właśnie studentom na początku było ciężko mówić do swojego wykładowcy w ten sposób. Skąd taki pomysł? Nie obawiałeś się zmian w relacjach wykładowca – student?
 
Wbrew pozorom jestem dość konserwatywnym człowiekiem. Z moimi klientami rzadko przechodzę na ty, a jeżeli przechodzę to prawie wyłącznie z ich inicjatywy. Niektórych znam od naprawdę wielu lat i nasze relacje są naprawdę bliskie, a mimo to jesteśmy na pan. Nie uważam tego za coś dziwnego, to taki sposób okazania szacunku.
Z drugiej strony pracując na uczelni obracam się ciągle wśród dwudziestolatków. Lata płyną a na zajęciach i korytarzach widzę ciągle tak samo młodych ludzi. Czasami muszę się bardzo postarać, żeby sobie przypomnieć, że nie jestem już ich rówieśnikiem :)
W firmie stanowimy zespół. Pracujemy ciężko realizując kolejne projekty. Musimy sobie wierzyć, ufać w nasze umiejętności i przede wszystkim dogadywać się w każdej sprawie. W takim układzie naturalne jest, że mówimy sobie po imieniu i jestem pewien, że nikt nie ma z tym najmniejszego problemu. Poza tym ja nie pamiętam, żeby w którymkolwiek zespole, gdzie miałem przyjemność pracować było inaczej.
 
Wiem, że Twoją pasją jest żeglarstwo. Skąd u Ciebie to zainteresowanie?
 
Żegluję odkąd skończyłem 10 lat. Wtedy zdobyłem pierwszy patent żeglarski.
Sporo rzeczy w naszym życiu jest dziełem przypadku. Tak samo było z żeglarstwem. Mój wychowawca był żeglarzem i zabrał nas na obóz. Tam się to wszystko zaczęło.
Teraz mam już za sobą setki mil morskich, wiele trudnych momentów, ale również niezapomnianych chwil.
To taka odskocznia od pracy w zamkniętym biurze, 50 centymetrów od monitora, na którym jest cały wirtualny świat zmiennych, procedur, funkcji, warunków, pętli, struktur danych i algorytmów… Kto kiedykolwiek programował ten wie o czym mówię.
 W jakie kierunki i jak często udaje Ci się wyjeżdżać na żagle?
 
W moim wieku to już tylko ciepłe morza zostały ;)
Pływałem już w wielu bliższych i dalszych miejscach, latem i zimą, małymi i większymi jachtami. Było groźnie i chilloutowo, leniwie i pracowicie, ciepło i zimno, hałaśliwie i spokojnie. To nie oznacza oczywiście, że widziałem już wszystko. Jeszcze wiele przede mną. Póki co nie mam czasu na długie rejsy. Te zostawiam sobie na emeryturę.
I jeszcze Mazury – to też jest element moich planów emerytalnych.
Ale póki co trzymam się reguły – dużo pracy i szybkie kilkudniowe wypady na żagle :)